Obserwatorzy

piątek, 28 lutego 2014

Koralików ciag dalszy

Większość szydełkowych bransoletek została poprawiona (z wyjątkiem cieniowanej złotej - na nią nie mam siły i chyba spruję). Czekają tylko na wklejenie końcówek i będzie można nosić lub dawać, ale chyba raczej z naciskiem na "dawać" :-)

Pewna oczywiście nie jestem (bo to człowiek wie, co mu odbije...?), ale prawdopodobnie to są ostatnie szydełkowe bransoletki, bo zauroczył mnie inny sposób "plątania" koralików :-)

Pierwsze starcie z haftem koralikowym miałam w lipcu 2012 podczas DLWC organizowanych przez Kwiat Dolnośląski. Na warsztatach zrobiłam wtedy mały wisiorek, poczyniłam odpowiednie zakupy i... nie wciągnęło mnie. Szukając wzorów na szydełkowe sznurki koralikowe natknęłam się na bransoletki robione ściegiem peyote. Obejrzałam kilka dostępnych w sieci kursów, odnalazłam niezbędne akcesoria, co-nieco dokupiłam i złorzecząc na plączącą się nitkę, po kilku próbach udało mi się utkać to:
 
O dziwo nadaje się to do noszenia! I na dodatek całkiem nieźle się prezentuje! I będą następne, bo - moi Państwo - to jest chyba to, co "kidryski" bardzo lubią ;-)

2 komentarze: