Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warsztaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warsztaty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 kwietnia 2014

Dla siebie

Czasami człowiek musi zrobić coś tylko i wyłącznie dla siebie. Nie dla kogoś, a przy okazji skorzystać, ale tylko i wyłącznie dla siebie. Nie inaczej jest w przypadku Pani Matki, która od czasu do czasu w akcie desperacji ośmiela się wziąć jeden dzień urlopu, którego lwią część przeznacza na uszczęśliwienie... siebie. Zdarza się to raz na kilka miesięcy, a początek jest zawsze taki sam poprzedzony wnikliwą analizą stanu koloru i długości włosów: fryzjer. Ciąg dalszy tak miło rozpoczętego dnia jest zależny od potrzeb i okazji. Tym razem nogi same jakoś tak poniosły do niewielkiego sklepu-pracowni Manualnie.pl.
- Kasiuuuu... - zamiaukała Pani Matka - ja wiem, że się z Tobą nie umawiałam wcześniej, ale wiesz... ja mam dziś urlop... Nauczysz mnie czegoś?
- A na przykład takie jajko może być? - przesympatyczna właścicielka wskazała jeden z elementów dekoracji sklepu.
Pani Matce zaświeciły się oczy i z radości zaklaskała jak dziecko:
- I na dodatek będę miała dekorację na świąteczny stół!

Dwie godziny później Pani Matka wracała do pracy (!) niespiesznym krokiem uśmiechając się do słońca, a w domu na wielkanocnym stole z satysfakcją postawiła nową ozdobę:
 
Na koniec dodam, że na "samouszczęśliwianiu" Pani Matki skorzystała cała rodzina, bowiem Rodzicielka działając twórczo wyładowała nagromadzone emocje, naładowała się pozytywnie i mogła "leczyć" błogim spokojem mniejsze i większe rozterki pozostałych domowników :-)

poniedziałek, 23 lipca 2012

Mediowe tło

To chyba będzie ostatni wpis związany z II DLWC :-)

Piątek minął pod znakiem radosnego oczekiwania na zlot i pracowitego dłubania w koralikach wieczorową porą - o tym już pisałam. Sobota natomiast była pokazowo-sklepowym szaleństwem z nutką ogromnej radości.

Najpierw z przyjemnością podpatrywałam Czekoczynę przy pracy, a potem kilka godzin nękałam Gosię-2koty, która z anielską cierpliwością usiłowała nauczyć mnie frywolitki. Niby igłą troszkę działałam, ale frywolitka czółenkowa to zdecydowanie wyższa liga. Nie bardzo mam się czym pochwalić - plątałam, odcinałam i zaczynałam od początku. Po kilku godzinach zdołałam zrobić 1 i 1/3 płatka maleńkiego kwiatuszka. To chyba jednak nie moja bajka. Na razie obraziłam się na frywolitkę - z czasem pewnie mi przejdzie i może uda mi się usiąść znowu do niej.

W zmaganiach frywolitkowych zrobiłam sobie przerwę na transfer wydruków laserowych u Doroty-Trzpiota, która otworzyła przede mną nowe szeroookie horyzonty zdobnicze. Na koniec nie mogłam odmówić sobie pokazów u Ayeedy, w czasie których zrobiłam tła w dwóch tagach różnymi technikami. Pierwszy tag, to tusze Distress spryskane wodą na macie (hmmm... może kupić sobie taką matę...?) + mgiełki + stempel z wzorem kory drzewa.
Drugi to zabawa różnymi pastami (pasta strukturalna, pasta pękająca, pasta szklana - hmmm... może kupić sobie...?) + mgiełki.
W obu tagach użyłam tych samych mgiełek, a jakże różne efekty osiągnęłam:
 Tym sposobem wzbogaciłam się o dwie doskonałe bazy do dalszego ozdabiania, chociaż - nie powiem - takie tagi sauté też mi się podobają ;-)

niedziela, 22 lipca 2012

Koralikowe warsztaty

W dalszym ciągu na tapecie wrażenia z II DLWC - sporo ich było i wszystkie mega-pozytywne :-)

Na warsztaty zapisywałam się niemal w ostatniej chwili długo żyjąc w niepewności, czy będę mogła przyjechać na zlot. W efekcie wszystkie interesujące mnie warsztaty sobotnie zostały zajęte. Niestety w niedzielę nie mogłam przyjść - w przyszłym roku wdrożę w domu odpowiednie procedury i będę ;-) Całe szczęście, że dałam radę zapisać się do Calisty na haft koralikowy.

W założeniu miały powstać kolczyki, ale że ja jestem grzebuła-perfekcjonistka, to już przy pierwszym okrążeniu wypsnęło mi się: "Oj! To ja zrobię zawieszkę", czym wzbudziłam ogólną wesołość wśród warsztatowych towarzyszek. Efekt końcowy - mocno niedoskonały, ale miły dla oka. W każdym razie byłam zadowolona z siebie, że udało mi się skończyć ten drobiażdżek jeszcze na warsztatach :-)
 
No i chyba troszkę mnie wciągnęło, bo zaczynam łakomie spoglądać na koraliki ;-)

sobota, 21 lipca 2012

Pierwsze wyzwanie mapkowe

Gdy zobaczyłam mapkę wyzwaniową na II DLWC, pomyślałam sobie, że chyba nie dam rady nic z tym zrobić. Nie umiem, nie potrafię, nigdy nie robiłam, nie poradzę sobie, itd. Chodziłam od pokazu do pokazu, od stoiska do stoiska, a w międzyczasie zerkałam na mapkę, która coraz bardziej mnie kusiła. Nadszedł jednak ten moment, kiedy stwierdziłam, że może coś wymodzę. Tyle że ocknęłam się, gdy do terminu oddania pracy pozostało zaledwie 1,5 godziny. Wyciągnęłam jakieś przyniesione przez siebie ścinki, wycięłam motyle chwilę wcześniej nabyte i trzęsącymi się rękami skleciłam kartkę (nękając przy tym Anię-Brises pytaniami w stylu: "Czy jak na mapce jest tak, to ja mogę trochę inaczej?"). Oddałam ją (znaczy kartkę - nie Brises) na wyzwanie pięć minut przed upływem wyznaczonego czasu.
Po lekturze tego dramatycznego wstępu możecie sobie wyobrazić moje zaskoczenie, gdy okazało się, że właśnie moja kartka została wyróżniona? Osłupiałam wręcz. A jaka byłam szczęśliwa...! :-)

piątek, 13 lipca 2012

II DLWC

II Dolnośląskie Letnie Warsztaty Craftowe - było gorąco (dosłownie i w przenośni), było twórczo, słowem: było bosko! Nawet mam jedno zdjęcie z soboty z przesympatycznymi dziewczynami (od lewej): Olą-Calistą, która usiłowała nauczyć mnie haftu koralikowego, Dorotą-Momentalnie-ja, Aidą-Ayeedą - mediowym guru, (moją skromną osobę pominę) oraz Anią-Brises - moim guru scrapowo-kartkowym. Z Anią miałam nawet przyjemność pracować przy jednym stoliku :-)
Co robiłam na zlocie? Piątek stał pod znakiem koralików (warsztaty u Calisty), zaś sobota to szaleństwo pokazowe, sklepy, nowi znajomi, starzy znajomi i tacy, których znałam tylko z wirtualnego świata - pozdrawiam Anię-Anek73 :-) No cudnie było :-) Szczegóły ze swej działalności będę stopniowo pokazywać.

A co teraz? Teraz zmieniłam front działalności artystycznej - uprawiam body painting. Używam dwóch kolorów: pudrowej bieli i fioletu gencjanowego, zaś swojego body użycza Hania - ospa wietrzna.

niedziela, 6 listopada 2011

Warsztatowa bombka

Skończyłam drugą warsztatową pracę - decoupage'ową bombkę. Tutaj niewiele było do dokończenia, wystarczyło bowiem na bawełnianą koronkę przykleić satynową wstążeczkę (wizję taką miałam) i zawiązać z owej wstążeczki kokardkę na szczycie bombki. Gnana wizją popędziłam więc do pasmanterii i nie mogąc na miejscu zdecydować się na kolor tasiemki kupiłam trzy kolory. W domu wizja skręciła z czarnej tasiemki w stronę szarej i tym samym pozwoliła dokończyć rzeczoną bombkę. Nie przedłużając - moja pierwsza porządna bombka w technice decoupage:Gwoli ścisłości: idealna to ona nie jest. Pierwsza panienka nie przylega dokładnie do akrylowej powierzchni (zostało kilka pęcherzyków powietrza), bowiem na pierwszych warsztatach mix-mediowych okazało się, że skóra bardzo dobrze przyjmuje owe media, zaś na ostatnich, że klej decoupage'owy bardzo ładnie te media z rąk usuwa, skutkiem czego panienka ma lekko zafarbowaną spódnicę. Druga tancereczka lekko zdecentrowała się, bowiem nauczona doświadczeniem zdobytym przy pierwszej, nie próbowałam tej drugiej przesuwać pomarańczowymi paluchami.

Pomimo błędów bombka i tak podoba mi się nadzwyczaj. Myślę jednak, że następne powinny być bardziej udane. Tak, tak - będą następne :-) Już poczyniłam odpowiednie zakupy i będziemy z dzieciakami maziać :-) Uroku temu zajęciu z pewnością dodaje fakt, że bombkę dekoruje się od wewnątrz, a potem składa dwie połówki, dzięki czemu nie trzeba jej lakierować siedemdziesiąt osiem razy, a końcowy efekt można podziwiać bardzo szybko.

Bombka powstała na zajęciach "Świąteczna bombka w technice decoupage" prowadzonych przez Kasię Izydorczyk.

piątek, 4 listopada 2011

Warsztatowy świecznik

Myślę, że pora troszkę "wyspowiadać się" z warsztatowych poczynań :-) Zacznę od tego, co zostało skończone najszybciej.

Skłamałabym, gdybym stwierdziła, że po warsztatach słoikowy świecznik wyglądał tak:
Ździebełko zdążyłam popracować nad nim w domku, zanim zrobiłam powyższe zdjęcie. Co prawda włożona praca sprowadziła się do ściągnięcia papieru samoprzylepnego naklejonego przed malowaniem, ale znacząco wpłynęło to na wygląd świecznika. Potem jeszcze troszkę posiedziałam (choć bardziej odpowiednim byłoby stwierdzenie, że postałam), przychlastałam do słoika jeszcze trochę różnych śmieci i stwierdziłam, że wystarczy.
Nawet udało nam się wsadzić do niego zapaloną świeczkę typu tea-light :-) No a na końcu w ciemnościach zbiorowo zapatrzyliśmy się na świecznik. Ładnie wyglądał :-)
Edit: Zapomniałam dodać, że świecznik powstawał na warsztatach "Świąteczny altered-art" prowadzonych przez Katrinę :-)

czwartek, 3 listopada 2011

Wymiankowe "cosie"

Sobotnie warsztaty były połączone z akcją wymiankową, której zasada jest bardzo prosta i zawsze się sprawdza: robisz prezent - dostajesz prezent. Jeśli ja dostałam, to pewnym jest, że musiałam też coś przygotować. Oprócz artykułów nadających się do spożycia w sposób bezpośredni i zużycia w pracach do paczuszki dołożyłam zapudełkowane scrapuszko (zrobiłam o jedno więcej) i dorobiłam kartkę, na której skrobnęłam parę słów.Trzymając się klimatu skonstruowałam zawieszkę do prezentowej torebki.Paczuszka powędrowała do Trzpiota, która twierdzi, że jest bardzo zadowolona, a to w tym wszystkim cieszy najbardziej.

środa, 2 listopada 2011

Prezent

Pewnego wrześniowego popołudnia Pan Mąż zapytał Panią Żonę:
- Co chciałabyś dostać na urodziny?
- Hmm... wolny dzień. I to nawet wiem który: 29 października - sobota.
- Pewnie jakieś kółko hafciarskie zlatuje się? Naprawdę sprawi ci to przyjemność?
- Ogromną!
- No to dobra, przypilnuję dzieciaki. Ale wrócisz na obiad?
- Co ty! Cały dzień będę tam siedzieć! Kanapki sobie wezmę.

Nie wtajemniczając Pana Męża w zbyt wiele szczegółów owego 29 października w radosnych podskokach Pani Matka wybiegła z domu zupełnie nie kryjąc swego szczęścia ku zgorszeniu Pana Męża zmieszanym z odrobiną lekkiego współczucia połączonego z kompletnym niezrozumieniem. Gdzie biegła? Na Jesienne Warsztaty Craftowe :-)
Brak czasu na przyjazd do domu choć na chwilkę był jak najbardziej uzasadniony, bowiem Pani Matka także postanowiła sprawić sobie samej prezent - prezent jak najbardziej trafiony: uczestnictwo w trzech warsztatach. Nie było zatem mowy o jakimkolwiek wracaniu do domu.

Pierwsze warsztaty - Mixed-Media u Ayeedy - mistrzyni mieszania wszystkiego, co popadnie. Najpierw nieśmiałe przyglądnie się współuczestniczkom i niesamowitym pracom Ayeedy
i do pracy :-) Ale cóż to była za praca! Układanie kompozycji, a potem psikanie, smarowanie, psikanie, ciapanie, jeszcze więcej psikania i biegiem na następne warsztaty do Katriny na świąteczny altered-art :-)
Przemienianie byle jakich słoików w niecodzienne świeczniki pomieszało się z chichotami i choć świeczniki nie zostały dokończone (farba schła), to zabawa była przednia.Potem przerwa, której tylko część Pani Matka zmarnowała na konsumpcję makaronu po chińsku, zaś podczas pozostałej części poznała tajniki składania timholtzowej książeczki i pora na ostatnie warsztaty u Kasi Izydorczyk - świąteczna bombka w technice decoupage. Niecałe dwie godzinki wycinania i ciapania klejem zakończonego suszeniemi już wiadomo, jakimi prezentami Pan Matka w tym roku będzie obdarowywać :-)Dobrych emocji nigdy za wiele, zatem Pani Matka postanowiła aktywnie uczestniczyć w jeszcze jednej atrakcji związanej z warsztatami, skutkiem czego w udziale przypadł jej podarunek od Krulika ze wspaniałymi zdjęciami-pocztówkami - ani chybi trzeba zabrać się za scrapbooking bardziej serio :-)To tylko skrócona relacja z Jesiennych Warsztatów Craftowych - więcej szczegółów znajdziecie na blogu Kwiatu Dolnośląskiego. Wniosek po owych warsztatach może być tylko jeden - jeszcze nie raz Pani Matka urwie się z domu ;-)
--------------------------------------------------
Wszystkie zdjęcia z warsztatów dzięki uprzejmości Krulika.

wtorek, 28 czerwca 2011

Ach... cóż to były za warsztaty...

Dawno miałam ochotę na uczestnictwo w warsztatach rękodzielniczych. Gdy więc dotarła do mnie wieść o takowych, zrobiłam wszystko, aby mnie tam nie zabrakło. Poupychałam dzieci po ludziach i w nagrodę za całoroczną pracę (Komunia i inne szkolne kłopoty) pojechałam do Lubina na Zdolne ręce. Wprawdzie planowałam zgłębiać tajniki w zupełnie innych dziedzinach niż ostatecznie zgłębiałam, ale i tak było fajnie i sporo nauczyłam się. No i mam nadzieję, że kiedyś jeszcze uda mi się wyrwać na takie warsztaty.

Nie przedłużając: lalkę robiłam. Po ośmiu godzinach działań lalka przedstawia się następująco: Brakuje jej spódnicy (to białe to halka), jednego rękawa (rękawy występują tu w charakterze maskującym), połowy włosów (oszczędzę Wam widoku tyłu czaszki) i muszę jeszcze poprawić jej oczy, bo te są nieco krzywe. Lalka należy do gatunku porządnych i została zaopatrzona w gatki, które jednakowoż panna zaprezentuje po ich ozdobieniu. Żeby nie było, że nie ma: nogi są, i to jakie długie, tyle że pod halką.

Na warsztatach dostałam zadanie domowe: dokończyć lalkę. Sądzę, że do końca miesiąca stopniowo dam radę - w pracy urwanie głowy i robotę do domu zabieram, mam mnóstwo zaległości blogowych, no i czeka mnie wykończenie trzech prezentów na "cito", ale raczej nie dam rady odmówić sobie tej przyjemności, aby od czasu do czasu nie podłubać przy lalce :-)
--------------------------------------------------
Maluszki na prezenty (5)
Bardzo się cieszę, że moja-już nie moja zakładka tak Wam się spodobała :-) Wzór jest fragmentem większego obrazka i pochodzi z lutowego wydania "The World of Cross Stitching". W oryginale jest to wzór na wykonanie tablicy na notatki.

Pudełek ciąg dalszy, I jeszcze jedno pudełko
Dzięki piękne za tak liczne i miłe komentarze :-) Choć jestem zdecydowaną zwolenniczką minimalizmu, to jednak nie jestem za bardzo zadowolona z tych pudełek. Sądzę, że mogłyby wyglądać lepiej, ale na razie brak mi odwagi i rozmachu w scrapbooking'u. Długo "modlę się" nad papierem, zanim zdecyduję się go pociąć ;-)