Obserwatorzy

poniedziałek, 3 czerwca 2013

SAL Lizzie Kate (6)

Pogoda wprawdzie ostatnimi czasy sprzyja robótkowaniu, ale życie jakoś nie. Hafciarsko udało mi się podziałać jedynie na niwie czerwcowego obrazka.
Nawet zdjęcia nie mam czasu porządnie przygotować do publikacji. Kolory jak zawsze moje i jak zawsze serdecznie pozdrawiam :-)

środa, 15 maja 2013

Zestawik

Taka kartka powstała:
Karta była dodatkiem do pudełeczka,
w którym zamieszkała zawieszka.
A to wszystko dla pewnej przemiłej osoby :-)

Do wykonania zawieszki i kartki wykorzystałam urocze grafiki Janet.

niedziela, 12 maja 2013

Do podpisu

Pierwsza majówka pogodą nas nie rozpieściła, a wiadomo, że w czasie deszczu dzieci się nudzą i trzeba zapewnić im jakąś rozrywkę. Przy okazji mama także zapewniła sobie odrobinę rozrywki, a że w wyniku tejże rozrywki powstało coś, co przyda mi się w pracy, to już inna historia.

Historia zaczęła się od potrzeby posiadania teczki, w której mogłabym składać swojemu przełożonemu dokumenty do podpisania. W czeluściach szafy znalazłam coś takiego:
Nie dość, że na kolana nie rzuca, to jeszcze na dodatek jest identyczne z tym, co przynoszą inne osoby będące w tej samej potrzebie.

Trochę "czarów" i teraz nie muszę zaglądać do środka, czy teczka jest aby na pewno moja :-)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie :-)

piątek, 12 kwietnia 2013

SAL Lizzie Kate (5)

Podróże służbowe są przeważnie dość długie. Czasami takie długie, że można skończyć kwietniowy obrazek i zacząć majowy ;-) Potem zostało już tylko kilka machnięć igłą w domu i kolejny maluch jest gotowy :-)
Kolory jak zawsze moje :-)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie :-) 

niedziela, 31 marca 2013

SAL Lizzie Kate (4)

Czasu mam ostatnio piekielnie mało. Zamieszanie w życiu zawodowym w połączeniu z zamieszaniem w życiu domowym przy akompaniamencie kichania, kaszlu i jęków chorych domowników nie sprzyja robótkowaniu. Ale sześciogodzinna podróż na szkolenie już tak, czego dowodem jest zakończony kwietniowy obrazek :-)
Jak widać na załączonym obrazku tradycją już stała się zmiana kolorów. Wprawdzie teraz mój koszyk jest bardziej spiżarniany niż wielkanocny, ale jakoś te róże i niebieskości nie leżały mi za bardzo.

Bardzo dziękuję za Wasze komentarze :-) Małe uzupełnienie plakatowej historii: ocena z angielskiego została poprawiona i piękna piąteczka siedzi w dzienniku zamiast jedynki :-)

środa, 27 lutego 2013

Plakat

- Mamusiu... muszę ci coś powiedzieć, ale - proszę cię - nie denerwuj się na mnie.
- Słucham. - westchnęła Pani Matka przeczuwając najgorsze kataklizmy świata.
- Dostałem pałę. I jeszcze Pani powiedziała, że nie mogę jej poprawić.
"Może nie jest jednak tak źle..." -pomyślała Pani Matka i zapytała:
- Z czego?
- Z angielskiego.
- Za co?
- Bo mi się nie udała kartka walentynkowa.
"Przeżyjemy." - skonstatowała w myślach Pani Matka, pomna faktu, że starsza latorośl nie odziedziczyła po niej zamiłowania do rękodzielnictwa wszelakiego. "A tak właściwie, to czy praca plastyczna powinna być przedmiotem oceny na lekcji angielskiego?" - dodała wciąż w myślach (na szczęście).
- Synek, zapytaj Panią, czy jest jednak coś, co możesz zrobić, żeby poprawić ocenę. Może Pani zmieni zdanie.

- No i co? Zapytałeś Panią?
- Tak. - zasępiło się dziecię - Powiedziała, że mam zrobić plakat zachęcający do odwiedzenia Londynu.
- Duży?
- Przynajmniej taki, jak drzewo genealogiczne Windsorów.
- To duży. - zasępiła się również Pani Matka. - No nic... Coś wymyślimy.

Myślenie trwało długo z przerwami na inne - mniej szlachetne - czynności. Lekko nie było, bo jak - u licha! - zrobić plakat formatu A2 mając do dyspozycji czarno-białą drukarkę? W sobotnie popołudnie przyszło natchnienie. W efekcie tego najścia (niespodziewanego, acz nader pożądanego) plakatowa ekipa (bo córcia włączyła się w artystyczny rozgardiasz niezwykle chętnie - jak zawsze zresztą) dysponowała pokaźnym stosem czarno-białych wydruków. Pani Matka wydała dyspozycje dotyczące kolorowania elementów głównemu wykonawcy, sama zaś rozpoczęła poszukiwania taśmy dwustronnie klejącej, którą jak zwykle odłożyła w miejsce zwane "żeby szybko znaleźć".

Potem zostało już tylko ułożenie kompozycji, wycinanie i klejenie. Efekt zadowolił nawet Panią Matkę, która po namyśle postanowiła produkt sklasyfikować jako scrap-a (użyto nawet jednego medium - flamastra).

czwartek, 21 lutego 2013

Chciałam...

... to mam :-) Wiecie, jak to jest? Czasami po prostu musi się to coś wyszyć :-)
Nie byłabym sobą, gdybym nie zmodyfikowała nieco palety kolorystycznej względem oryginału. Ale tylko troszeczkę ;-) Praktycznego zastosowania - póki co - jeszcze nie znalazłam.

Dziękując za przemiłe komentarze pozdrawiam Was serdeczne :-)