Obserwatorzy

środa, 9 marca 2011

Maluszki na prezenty (3)

Nadal pozostaję przy dłubaniu maluszków, choć w tym przypadku pracy było trochę więcej niż poprzednio.
Powoli krystalizuje mi się koncepcja wykorzystania hafcików.
--------------------------------------------------
Pięknie dziękuję za przemiłe komentarze :-)

poniedziałek, 7 marca 2011

Maluszki na prezenty (2)

Nadal nie mogę rozłożyć się z czymś większym, więc zostaję przy dłubaniu maluszków. Tutaj to nie narobiłam się specjalnie. Za dnia pstryknęłam same krzyżyki,zaś po ciemku gotowca z konturami.
--------------------------------------------------
ObsesjaKasiulka: Pierwszą koncepcję wykorzystania tych maluszków odrzuciłam. Niewykluczone, że będzie ich jeszcze kilka, zanim ostatecznie się zdecyduję, jak wykorzystam te hafciki. Dziękuję bardzo za gratulacje - oczywiście przekażę synkowi w stosownym momencie, aby nie obrósł w piórka ;-)

Eda-1: Mi też bardzo podoba się instytucja kuferka, tyle tylko, że zawsze kandydatów do prezentów dużo, a czasu na ich robienie mało :-)

czwartek, 3 marca 2011

Maluszki na prezenty (1)

Rzadko kupuję gazetę tylko z powodu jednego wzoru, zwłaszcza tak drogą gazetę jaką jest "The World of Cross Stitching". Tym razem jednak nie mogłam się oprzeć i skusiłam się na lutowe wydanie, w którym znajdował się wzór na tablicę do przyczepiania notatek. Tablica jest śliczna, ale ja swoim zwyczajem "posiekałam" wzór, a poszczególne kawałki powstaną z przeznaczeniem na drobne prezenty.

Wiadomo, że hafcików będzie więcej, więc bez zbędnego przedłużania prezentuję pierwszy z nich: bez konturówi z konturami
--------------------------------------------------
Chica-Iza N-P: Niestety mamy taką porę roku, że albo dzieciaki chorują, albo nadrabia się zaległości w pracy. I w jednym i w drugim przypadku człowiek jest tak zmęczony, że nawet wyszywać nie chce się. Ale widziałam na blogu, że ostatnio w kartki idziesz ;-)

Brzydula: Cieszę się, że podobają Ci się zakładki i jest mi bardzo miło, że doceniłaś starania w kwestii doborów kolorystycznych. Starałam się :-D

Eda-1: Ja też lubię róże, ale wybredniuch jestem i nie wszystkie różane motywy do mnie przemawiają. Te w stylu secesyjnym bardzo lubię. Wzory pochodzą z numeru 154 "The World of Cross Stitching". Jeśli chcesz, to zeskanuję i wyślę Ci (tylko napisz mi swój adres).

Michalina-Haftowane prezenty: To nie jest żadna tajemnica. Pracuję na uczelni wyższej, gdzie w jednej z jednostek zajmuję się obsługą dydaktyki (układanie planów, rozliczanie pracowników, organizacja i obsługa egzaminów dyplomowych, plany i programy studiów, współpraca z zagranicznymi uczelniami itp.). Luty jest szczególnym miesiącem, w którym trzeba zamknąć semestr zimowy i otworzyć letni - wtedy w domu pisałam umowy-zlecenia na prowadzenie zajęć dydaktycznych dla doktorantów. A w ogóle prawie fruwam ze szczęścia, bo zaczynam finalizować projekt europejski, w ramach którego tworzyliśmy nową specjalność w języku angielskim we współpracy z Coventry University.

Daniela, MyszUlandia, Alexls, Ata, Gabrysia, Myśli krzyżykiem pisane, Ann_margaret, Olenkaja, Eniutek, Jawora: Bardzo dziękuję - jest mi niezmiernie miło, że zakładki przypadły Wam do gustu. Mam nadzieję, że obdarowanym też spodobają się.

Semprelaprimavera: Zakładki zszywałam taką samą metodą, jak zszywa się biscornu - najpierw tył i przód obszyłam backstitch'ami, potem złożyłam lewą stroną do lewej, zagięłam brzegi do środka i nitką w tym samym kolorze łączyłam obie części zakładki przeciągając nitkę pod backstitch'ami. Ufff... strasznie to skomplikowanie brzmi. Mam nadzieję, że da się ten bełkot zrozumieć. Jeśli jednak będziesz miała problemy, to daj znać - zrobię mały kursik :-)

Dendrobium: Najwyraźniej mamy podobny gust :-) Fajnie :-D

Hanulek: To żaden dla mnie problem, że otrzymam trzy kanwy jednocześnie. Wiadomo, że będę wyszywała po kolei :-) I oczywiście dam znać, gdy otrzymam przesyłkę :-)
--------------------------------------------------
Na koniec pochwalę się. Mój synek startował w ogólnopolskiej olimpiadzie Olimpusek. Na 3952 startujących drugoklasistów z całej Polski Bartek zajął 7 miejsce. Żeby nie było za słodko, to razem z dyplomem przyniósł pieczątkę "Popraw swoje zachowanie!". Wczoraj ochrzaniłam go za pieczątkę, dzisiaj dam mu nagrodę za osiągnięcie :-)

wtorek, 22 lutego 2011

Różane zakładki

Próbowałam wymyślić jakiś bardziej oryginalny tytuł tego wpisu, ale wena mnie opuściła.

Na raty trochę w styczniu, trochę w lutym w ramach uzupełniania kuferka z prezentami udało mi się zrobić dwie zakładki. Właściwie to te zakładki powstały z myślą o konkretnych osobach, ale lepiej niech poczekają trochę (te zakładki, osoby przy okazji też), niż miałabym wyszywać w ostatniej chwili.

Wzory są częścią większego obrazka zamieszczonego w "The World of Cross Stitching" - były w tym samym numerze co paw.
Obie zszyte metodą "na biscornu"
--------------------------------------------------
Serdecznie dziękuję za wszystkie dobre słowa :-) Powoli dochodzę do siebie po "urlopie". W niedzielę Pan Mąż zapytał mnie ze zdumieniem: "A ty dzisiaj nic nie piszesz?". Z dziką satysfakcją odpowiedziałam: "Nieeeee... dzisiaj mam urlop!". A tak naprawdę to czekam, aż skończą się ferie zimowe i będzie można znowu żyć zgodnie z utartym schematem. No i niezmiernie miło mi, że spodobał się Wam pawi igielnik :-) Dziękuję bardzo :-) Pozdrawiam cieplutko.

czwartek, 17 lutego 2011

Nareszcie piątek

Niedziela

- Hura! Nie ma gorączki! - wrzasnęła radośnie Pani Matka - Jednakowoż przetrzymałabym ją jeszcze w poniedziałek w domu. Tak na wszelki wypadek.
- Dobry pomysł. - przytaknął Pan Mąż - Na szczęście mam ferie i zostanę z dzieciakami w domu. Naprawdę musisz iść jutro do pracy? Przecież jesteś na urlopie.
- Niestety muszę. Wezmę ze sobą laptopa; może jak chłopaki z Działu Technicznego pogrzebią w nim trochę, to będę mogła w domu odpalić ten program do wprowadzania zajęć i wtedy nie będę musiała ganiać do roboty. Ale jutro muszę.

Poniedziałek

- Pani Agnieszko, to pani nie na urlopie? - zdumieli się zbiorowo współpracownicy.
- Jak to nie! Oczywiście, że jestem! Nie widać? W dżinsach przecież jestem!

Po kilku godzinach intensywnej pracy Pani Matka wróciła do domu.
- I jak Hania czuje się? - zapytała Pana Męża.
- Temperatura znowu skoczyła. 38,5 jest.
"No cóż..." - pomyślała Pani Matka - "Dzisiaj to raczej nie pośpię. Ale to może i dobrze: połączę konieczne z pożytecznym - będę doglądać Hani i popracuję."

Wtorek

- Chłopaki sprawiły się: wszystko działa bez zarzutu i nie muszę dzisiaj lecieć do roboty. - powiedziała rano Pani Matka - Zarejestrowałam Hanię do lekarza. Tak na wszelki wypadek.

Wieczór - kolejne mierzenie temperatury: 39,8. Powtórka z poprzedniej nocy. Pani Matka sporo papierów przerobiła.

Środa

- To chyba jakaś przełomowa noc była. - zameldowała rano Pani Matka tłumiąc potężne ziewanie - ale chyba idzie ku dobremu.
I rzeczywiście: w ciągu dnia u Hani utrzymywał się zaledwie stan podgorączkowy. Ale i tak najlepiej pracuje się w nocy...

Czwartek

- Hanka gorączki nie ma. Jutro jadę z nią na kontrolę do lekarza. Po lekarzu muszę pojechać do pracy.
- Naprawdę musisz? Przecież jesteś na urlopie. - przypomniał Pan Mąż.
- Niestety muszę.

Bardzo późnym wieczorem konstruując kolejną umowę Pani Matka spojrzała na zegarek: "O! Już jest...

... piątek.

I całe szczęście, że ten urlop się kończy. Wrócę w poniedziałek do pracy, to może trochę odpocznę. Zostało mi jeszcze roboty na jakąś godzinę. Zrobię sobie małą przerwę."

Jak pomyślała, tak zrobiła: odłożyła papiery na bok i napisała niniejsza notatkę :-)

poniedziałek, 7 lutego 2011

Pawi igielnik

Projekt unijny w połączeniu z ponad setką egzaminów inżynierskich sprawił, że styczeń okazał się miesiącem zdecydowanie niesprzyjającym robótkom. Choroba Hani dołożyła swoje i w efekcie "kartonik pracy na wynos" na długi czas wpisał się w mój wizerunek. Maleńkimi kroczkami nowy projekt zwany "szpitalnym" posuwał się naprzód i w końcu mogę pokazać moją pierwszą tegoroczną "produkcję".

Wzór pochodzi z gazetki "The World of Cross Stitching", przy czym chcąc uzyskać efekt bardziej glamour od siebie dodałam metalizowaną nitkę i koraliki.Całość zszyłam nitką w kolorze pawiego ogona metodą "na biscornu" wypchawszy uprzednio watą.
W ten sposób powstał igielnik, który zasilił mocno nadwątlone zapasy drobnych prezencików.
--------------------------------------------------
Pozwólcie, że odpowiem zbiorowo na wasze komentarze.

Serdecznie dziękuję za wszystkie życzenia zdrowia. Mam nadzieję, że i moją i Wasze rodziny ominą różne takie nieciekawe choróbska i nie trzeba będzie stosować nawet syropu z cebuli (słoik z tym syropem jest w sezonie chorobowym stałym elementem naszej domowej apteczki), że nie wspomnę o pobytach w szpitalach. Dziękuję również za uznanie dla mojej pisaniny - jest mi niezmiernie miło, że Wam się podoba, mobilizuje mnie to do dalszej pracy :-) Pozdrawiam wszystkich serdecznie i zdrówka dużo życzę, bo coś mi się zdaje, że chyba następna fala chorobowa idzie - obym złym prorokiem była.

niedziela, 16 stycznia 2011

Zaklinanie

- Osłuchowo jest czysto, gardło jest tylko lekko zaczerwienione, a wyniki badania krwi są dobre. Nie wiem, dlaczego Hania znowu zaczęła gorączkować. - zasępiła się pani doktor. - Teraz jest właśnie trzecia doba działania drugiego antybiotyku, więc ta gorączka może jeszcze spaść. Ponieważ zbliża się znowu wolne, na wszelki wypadek wystawię skierowanie do szpitala w razie, gdyby gorączka jednak nie spadała. Pewnie będą chcieli zatrzymać Hanię na kilka dni w szpitalu, żeby zrobić dokładniejsze badania.

- Cóż... jeśli trzeba będzie, to nie będziemy się opierać. - powiedziała Pani Matka, robiąc w myślach szybki przegląd posiadanych rzeczy, które mogłyby okazać się niezbędne do spędzenia kilku dni w szacownej placówce służby zdrowia. Przeprowadzony remanent nie nastroił Pani Matki pozytywnie, bowiem piżamki Pani Córki odziedziczone po Bartusiu, choć niezmiernie wygodne, nie wyglądały na tyle dobrze, aby gościć w nich gdziekolwiek.

Błogosławiąc instytucję babci Pani Matka lekko tylko spóźniona wparowała do pracy i usiadła przy biurku zawalonym bardzo ważnymi papierami. "Hmmm... jakbym kupiła te piżamki, to byłabym całkiem nieźle przygotowana do tego szpitala i pewnie wtedy nie musiałybyśmy tam iść." - pomyślała Pani Matka. Nie zwlekając dłużej Pani Matka olała papiery ("Zabiorę robotę do domu.") i poleciała do pobliskiego sklepu z odzieżą dziecięcą, gdzie nabyła stosowną garderobę nocną w liczbie sztuk trzy ("Tyle chyba powinno wystarczyć.").

Gdzieś między sprawami super ważnymi a tylko trochę mniej ważnymi Panią Matkę znów natchnęło: "Dużego wyszywania do szpitala nie wezmę, a małego nie mam rozpoczętego. Ale jak kupię brakujące nici i koraliki, to skompletuję nową robótkę i w ten sposób pod względem rękodzielniczym będę już nieźle zaopatrzona. Będę wtedy bardzo dobrze przygotowana do tego nieszczęsnego szpitala i wtedy na pewno nie będziemy musiały do niego jechać!".

W drodze do domu, z Bartkiem "pod pachą", nieco tylko zboczywszy z kursu (raptem niewielka pętla - co z tego, że w przeciwnym kierunku?) Pani Matka zajechała pod ulubioną pasmanterię, gdzie dokonała stosownych zakupów w tempie iście ekspresowym (jak na nią) i czym prędzej pojechała wypuścić z domu skonanych dziadków - Hania nawet chora potrafi dać w kość osobom nieprzyzwyczajonym do jej stałych numerów.

Gdy Hania została spacyfikowana w łóżeczku (zdołała się jednak nieco zmęczyć wykańczaniem dziadków), zaś Bartek uziemiony przy odrabianiu lekcji, Pani Matka z zadowoleniem skonstatowała, że jest już bardzo dobrze przygotowana do pobytu w szpitalu. Zatem prawdopodobieństwo ewentualnego wyjazdu na "wczasy" znacząco spadło. Tak nastrojona optymistycznie Pani Matka rozpoczęła ogarnianie domowego pobojowiska.

Po niespełna dwóch tygodniach od zajścia zdarzeń tu opisanych, a po nieco ponad trzech tygodniach chorowania Hania pójdzie w poniedziałek do przedszkola - po raz pierwszy w tym roku. Zaklinanie powiodło się - do szpitala nie pojechałyśmy :-)