Obserwatorzy

wtorek, 1 lipca 2014

Prawie mundialowe rozgrywki

W jednym z centrów handlowych nawiązując do rozgrywek mundialowych, jako wabik ustawiono stoły z piłkarzykami. Traf chciał, że akurat w tym właśnie centrum handlowym odbywało się przyjęcie urodzinowe, na które zaproszona została Pani Córka. Do domu daleko, sklepy z kategorii luksusowych lub nieciekawych, a Pan Syn znudzony do imentu.
- Maaaamoooo, no choć zagramy...
- Nieeee... nie przepadam za piłkarzykami...
- Ale no prooooszę Cię! Troooochę tylko...
- Nieeee.... zresztą wszystko zajęte jest.
- Ale - maaaamoooo - tam się właśnie zwalnia. No chodź, prooooszę Cię!
- No dobrze... ale tylko troszkę.

W połowie meczyku Pan Syn stanął z szeroko otwartymi oczami ze zdumienia, ręce mu ździebełko opadły i wyjąkał:
- Ale... ale... ale jak to...?!

Po następnych kilku minutach Pani Matka litościwie zarządziła koniec rozgrywek:
- Synek, następnym razem nie lekceważ przeciwnika.

Wynik: 18:6.
Dla Pani Matki oczywiście :-)

niedziela, 8 czerwca 2014

DLWC 2014 - Identyfikator

 Dwa lata temu, kiedy przygotowywałam identyfikator w ramach wyzwania na DLWC, pomysł na jego wykonanie nie był przypadkowy. Dość mocno związany był ze mną, z moim charakterem, co opisałam tutaj. Rok temu nie dane było mi uczestniczyć w zlocie. W tym roku najprawdopodobniej uda mi się urwać dla siebie trochę wolnego, więc postanowiłam przygotować identyfikator. Także tym razem jest on dość mocno ze mną związany, choć w tym roku nie opisuje mojego charakteru, a moją pracę, którą rozpoczęłam nieco ponad rok temu.

Na skutek różnych wydarzeń życie moje i mojej rodziny wywróciło się do góry nogami. Miałam wrażenie, że weszłam w środek rozsypanej układanki, którą musiałam zacząć ogarniać.

Udało mi się poskładać jako tako załogę, wydarzenia, zadania wskazując utarte, a czasami wytyczając nowe ścieżki
 i stopniowo przyciąć to wszystko do konkretnych ram oczekiwań (choć szczerze mówiąc, to mam wrażenie, że cały czas to robię).
 Należało całą tą machinę poskładać,
 a efekt trzeba firmować własnym nazwiskiem (bo jak wszystko jest dobrze, to jest dobrze, ale jak coś idzie nie tak, to ktoś musi za to odpowiadać).
 Wszystko ma być "od linijki", na wszystko trzeba mieć tony odpowiednich dokumentów, a kwiatki po prostu nadal lubię (choć przyznać trzeba, że mają u mnie twardą szkołę przetrwania) ;-) Na dodatek wszystko to ma działać, jak na firmę z sześćdziesięcioletnim dorobkiem przystało - dlatego w retro poszłam :-)
Literki wycięte z jednej z grafik Janet, pokryte Cracle Accent i umieszczone na kołach zębatych na kosteczkach dystansowych.
 Zębatki zresztą też przykleiłam na dystanserach, więc efekt jest mocno 3D.
Oczywiście identyfikator zgłaszam na wyzwanie IV DLWC :-)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie :-)

wtorek, 27 maja 2014

Motyle (3)

Motywacja do porządkowania przestrzeni jeszcze mi całkiem nie siadła, ale od czasu do czasu uda mi się coś podziubać. W listopadzie ubiegłego roku było tyle:
teraz jest tyle:
i śmiało mogę powiedzieć, że minęłam półmetek :-)
Pozdrawiam serdecznie :-)

wtorek, 13 maja 2014

Motywacja

Pewnego kwietniowego wieczoru zaczęłam czytać dopiero co kupioną książkę - książkę w sam raz dla zakręconych robótkowiczek. Już kilka pierwszych stron opisujących artystyczne poczynania bohaterki zmotywowały mnie do zadbania o własne lokum, po którym do dziś walają się w ilościach półhurtowych wielkie wory nierozpakowane jeszcze po przeprowadzce. Zdusiłam owo pragnienie jeszcze na kilka dni, bo przecież nie mogłam zostawić tak odłogiem bohaterów książki zawieszonych w szponach niepewności. Przyszło mi to o tyle łatwo, że książkę świetnie się czyta, a im bardziej się w nią zagłębiałam, tym większa była moja motywacja. Ja też chcę zacząć ozdabiać swój dom! Ale żeby to zrobić, wypadałoby dokupić trochę mebli i innych dość potrzebnych rzeczy. Żeby mieć gdzie postawić kolejne meble, trzeba zrobić na nie miejsce usuwając (rozpakowując) kolejne wory. No to zaczęłam. Żeby mieć satysfakcję zaczęłam od... swojej pracowienki, czyli miejsca, do którego wrzucało się wszystko usuwając z innych części domu, bo to pomieszczenie było najmniej potrzebne pozostałym domownikom. Został mi jeszcze jeden wór do rozparcelowania i choć w pracowience piętrzą się góry posortowanych przedmiotów, to jednak w tym szaleństwie jest metoda. Sądzę, że kilka pudeł (które już tylko czekają na zagospodarowanie) i regał (który już skręcony czeka na właściwym miejscu) rozwiążą sprawę do końca. A ile skarbów hafciarsko-scrapowych znalazłam...! Skarby są już w większości uporządkowane i będzie dużo łatwiej (i przyjemniej) po nie sięgać. Już mnie ręce do nich swędzą ;-)

Jednak póki zapał do ogarniania rzeczywistości trwa, to ją ogarniam. Również stąd bierze się cisza na blogu. Mam jednak nadzieję, że mi to wybaczycie, a ja mam nadzieję pokazać wkrótce swoje poczynania :-)

No i na koniec istotna informacja (nie tylko dla tych, którzy potrzebują podobnej motywacji): książka, o której mowa to "Powrót na Staromiejską" Ani Mulczyńskiej właścicielki bloga Sztuka oswojona (więc kobieta doskonale wie, o czym pisze). Jak mi motywacja siądzie, to znowu z przyjemnością przeczytam :-) Do niektórych książek lubię wracać, a ta z pewnością do nich należy.

środa, 30 kwietnia 2014

Koszyczek

"No nie! W tym roku, to już muszę uszyć jakąś serwetkę na wielkanocny koszyczek!" - zadysponowała w myślach Pani Matka pomna, że takie postanowienia towarzyszą jej już któreś z rzędu Święta. W środę znalazła odpowiednie materiały, w czwartek odkurzyła koszyczek, w piątek ograniczyła zakres prac nad serwetką do minimum, w sobotni ranek usiadła z Hanusią do maszyny.

"Jak to dobrze, że święcenie jest dopiero na 10-tą" - pomyślała Pani Matka obrębiając materiał.
"Na 11-stą na pewno zdążę" - stwierdziła przypinając koronkę do materiału.
"W razie czego, to na 15-stą też jest święcenie" - doszła do wniosku kończąc przyszywanie koronki.
Choć doświadczona krawcowa znalazłaby w dziele Pani Matki wiele błędów, to jednak błędy owe nie przeszkodziły twórczyni stwierdzić z dumą w kościele, że oczywiście jej koszyczek jest najpiękniejszy ze wszystkich ;-)

piątek, 25 kwietnia 2014

Dla siebie

Czasami człowiek musi zrobić coś tylko i wyłącznie dla siebie. Nie dla kogoś, a przy okazji skorzystać, ale tylko i wyłącznie dla siebie. Nie inaczej jest w przypadku Pani Matki, która od czasu do czasu w akcie desperacji ośmiela się wziąć jeden dzień urlopu, którego lwią część przeznacza na uszczęśliwienie... siebie. Zdarza się to raz na kilka miesięcy, a początek jest zawsze taki sam poprzedzony wnikliwą analizą stanu koloru i długości włosów: fryzjer. Ciąg dalszy tak miło rozpoczętego dnia jest zależny od potrzeb i okazji. Tym razem nogi same jakoś tak poniosły do niewielkiego sklepu-pracowni Manualnie.pl.
- Kasiuuuu... - zamiaukała Pani Matka - ja wiem, że się z Tobą nie umawiałam wcześniej, ale wiesz... ja mam dziś urlop... Nauczysz mnie czegoś?
- A na przykład takie jajko może być? - przesympatyczna właścicielka wskazała jeden z elementów dekoracji sklepu.
Pani Matce zaświeciły się oczy i z radości zaklaskała jak dziecko:
- I na dodatek będę miała dekorację na świąteczny stół!

Dwie godziny później Pani Matka wracała do pracy (!) niespiesznym krokiem uśmiechając się do słońca, a w domu na wielkanocnym stole z satysfakcją postawiła nową ozdobę:
 
Na koniec dodam, że na "samouszczęśliwianiu" Pani Matki skorzystała cała rodzina, bowiem Rodzicielka działając twórczo wyładowała nagromadzone emocje, naładowała się pozytywnie i mogła "leczyć" błogim spokojem mniejsze i większe rozterki pozostałych domowników :-)

środa, 9 kwietnia 2014

Obcy

- Bleee... Co za okropna książka! - wzdrygnął się Pan Syn zamykając z ulgą przeczytaną już "Anię z Zielonego Wzgórza".
- Dlaczego okropna? - zapytała Pani Matka.
- Bo babska! Dobrze, że następna lektura będzie fajna.
- Jaka?
- "Ten obcy" Ireny Jurgielewiczowej. Przynajmniej coś o kosmitach będzie.
Pani Matka parsknęła śmiechem:
- Żebyś się, synek, nie zdziwił!